ZMIANA STRONY

Strona archiwalna. Aktualna strona Fundacji Edukacja dla Demokracji to www.fed.org.pl

Szukają i znajdą PDF Drukuj Email
Wpisany przez Natalia Kertyczak   
poniedziałek, 11 stycznia 2016 13:43

– Jabłka. Domowe jabłuszka! – siedząc obok drogi proponowała przechodniom staruszka. Babcię Hannę znają wszyscy mieszkańcy osiedla. Ta kobieta codziennie o piątej rano sprawdza śmietniki obok hotelu „Hradećkyj”, mając nadzieję uzbierać jak najwięcej butelek. Nie nadużywa  alkoholu i zawsze wygląda schludnie.

Nikt od niej nie usłyszy „Pomóżcie, na Boga!”. Ona z niechęcią odpowiada na pytania i nie bierze pieniędzy. Mówi: „Mnie cudzego nie trzeba. Ja przywykłam zarabiać. Dawajcie potrzebującym”. Wprawdzie chleba nie odmawia. Jedynie peszy się.

Lato – najlepsza pora dla pani  Hanny. Ma przecież obok swojego domu niewielką działkę. Hoduje tam owoce i warzywa, za które może zdobyć dodatkowy grosz.
Sąsiadom wydaje się, że właśnie latem babcia chociaż troszkę staje się weselsza, ale jej uśmiech jest zawsze nieco niespokojny, a w oczach czai się coś na kształt strachu i obrazy.

– Urodziłam się daleko od Czernihowa. Rodziny mam mało, a i tej już ponad pięćdziesiąt lat nie widziałam i nie słyszałam. Tutaj przyjechałam z mężem. Tutaj wychowaliśmy córeczkę. Tutaj przeżyliśmy życie. Mój stary już dawno przeniósł się na lepszy świat. Prawdopodobnie był zbyt leniwy, żeby tu pracować – żartuje babcia Hanna.

Staruszka nie skarży się na życie. Przejmuje się tym, że obecnie jest ciężko młodzieży. Sama przecież ma dwóch wnuków, ale prawie nic o nich nie wie.

– Moja Marusia (córka) zawsze marzyła o życiu w luksusach. My z mężem staraliśmy się dać jej wszystko. Na naukę do Moskwy wysłaliśmy. Tam spotkała swój los – Muhammada. Wyszła za mąż i pojechała tam do niego. Chociaż ciężko było w czasach Związku. A kontaktować się z nią wtedy było jeszcze trudniej – wspomina babcia.

Jedynie kilka razy jej Marusia przysłała list. W jednym była fotografia z synkiem i córeczką, więc wie babusia, że ma dwoje wnucząt, a może i więcej… A może i prawnuki już są… Niedawno zjawili się u niej korespondenci ze znanego programu „Czekaj na mnie”. Powiadomili, że wnuczka jej szuka i chce ją zabrać do siebie. Trzeba poczekać kilka dni. Wreszcie  przytuli się do swoich! Pod babcia ugięły się nogi i już wyjęła najlepsze konfitury z wiśni dla swojej najdroższej. W swoich ciepłych krajach ona na pewno takich nie jadła.

Minął dzień, drugi, trzeci... Korespondenci zatelefonowali i powiedzieli, że wnuczka dostała adres i telefon.

Minął tydzień, miesiąc… Nikt więcej nie dzwonił…

– Oby z nią wszystko było dobrze – ze smutkiem mówi staruszka, – a ja tu już jakoś dam sobie radę sama.

Więcej babcia nie powiedziała ani słowa. Poszła karmić rudą kotkę, która mieszka na najbliższym przystanku. Ją też prawdopodobnie ktoś przypadkiem zgubił, od dawna szuka. I na pewno znajdzie… Najważniejsze – to wierzyć.

Maria Malwa

Przełożyła Anna Kupińska

Na prośbę autorki, tekst publikujemy pod pseudonimem. Tekst powstał podczas warsztatów dla dziennikarzy „Storytelling czyli jak ciekawie opowiadać historie” w Kijowie w dn. 20-22 lipca 2015 roku.

Warsztaty odbyły się w ramach projektu „Wschód i Zachód razem – przestrzeń dialogu” współfinansowanego w ramach Polsko-Kanadyjskiego Programu Wsparcia Demokracji, który jest programem Fundacji Solidarności Międzynarodowej finansowanym przez rząd Kanady i Polski (w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej MSZ RP).




Poprawiony: poniedziałek, 11 stycznia 2016 14:33
 
Reklama
Reklama