ZMIANA STRONY

Strona archiwalna. Aktualna strona Fundacji Edukacja dla Demokracji to www.fed.org.pl

Wspomnienia, których nie było PDF Drukuj Email
Wpisany przez Natalia Kertyczak   
poniedziałek, 11 stycznia 2016 14:29

„Jeśli dziecko z domu dziecka skradło twoje serce, ale nie możesz go przyjąć do swojej rodziny – nie okazuj mu swoich uczuć. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tego chłopca, miał 12 lat. Nie miał rodziców. Nie miał nawet związanych z nimi wspomnień. Podczas jednego z naszych spacerów po Kijowie wypowiedział bardzo ważne dla mnie słowa: »Jeśli kiedykolwiek odwiedziłbym te miejsca z rodzicami, to może nie zostawiliby mnie«. W tamtej chwili zrozumiałam: każde dziecko, każdy człowiek powinien doświadczyć uczuć, związanych z miłością rodzicielską…”

Masza Komissarowa przez długi czas pracowała w fundacji dobroczynnej „Zoriana mrija” („Gwiaździste marzenie”). Nie rozwiązywała palących codziennych problemów, nie zbierała środków na operacje, nie przygotowywała dzieciom posiłków. Masza zajmowała się działaniami, których rezultaty będą widoczne najwcześniej za 5-7 lat. Jej specjalizacją było poradnictwo zawodowe i zapewnienie edukacji osieroconym dzieciom. „Kiedy rozmawialiśmy po raz pierwszy wszystkie dzieci mówiły, że chciałyby zostać dyrektorami domów dziecka, wychowawcami i pedagogami społecznymi. Czemu? Ponieważ kompletnie nic nie wiedziały o innych zawodach. Ale kiedy przebywasz z tymi dziećmi, widzisz jak stopniowo zmienia się ich pogląd na świat” – mówi Masza.


„Dziś wiele spośród dzieci, z którymi pracowałam, dostało się na studia w Kijowie. Dla mnie to sukces, gdyż wcześniej mówiły mi, że do dużego miasta nigdy nie pojadą” – wspomina. Masza uważa jednak, że nie odgrywa szczególnej roli w życiu tych dzieci. Mówi, że byłoby to przecenianie jej zasług. „Ale jeśli dzięki mojej wycieczce ktoś nauczył się jeździć na rolkach i więcej nie będzie upadać rozbijając sobie kolana, to dla mnie już jest sukces. Przynajmniej będzie mniej rozbitych nosów” – opowiada.

Ale kiedy pytam Maszę o jej codzienną pracę, przywołuje jednak historie, które udowadniają coś odwrotnego – może się pochwalić tym, że odmieniła życie dziecka. „Rok temu przyszła do mnie rodzina, w której mama samotnie wychowuje ośmioletniego chłopca. Postanowiła zrobić synowi prezent na urodziny i przyprowadziła go na wycieczkę muzyczną. I ten chłopak, wiodący prym na swoim podwórku, połknął bakcyla. A za jakiś czas przyszli znowu, na wycieczkę do opery. Wtedy on powiedział, że na spektakl nie pójdzie, bo to nie jest rozrywka dla chłopaków. Okazało się potem, że podwórkowy rozrabiaka w tajemnicy przed mamą zapisał się do szkoły muzycznej do klasy gitary. Mama teraz już o tym wie, a on sam często wyciąga ją na koncerty do opery. I to nie jest moja zasługa, tylko zasługa rodzica. Moim zadaniem jest przekonać kierownictwo teatru, że takie wycieczki są ważne i trzeba je organizować. Ale mama jest wdzięczna. Mówi, że dziękuje za to, że syn przestał słuchać wyłącznie rapu. Pewnie miała już tego dość.  

Kiedy fundacja, w której Masza rozpoczynała pracę z dziećmi, zaczęła zajmować się problemami osób niepełnosprawnych ze schorzeniami układu ruchowego, ona nie była przygotowana na takiego rodzaju wyzwania. Wiedziała, że nie podoła. I odeszła. „Nie miałam nawet pieniędzy, żeby zapłacić za mieszkanie i zrozumiałam, że jestem blisko dna, że niemal go dosięgam. Zaczęłam pisać listy do organizacji dobroczynnych, które deklarowały wsparcie inicjatyw społecznych podobnych do mojej. Czyli działałam według klasycznego schematu. I nic z tego nie wyszło –  wszyscy odmawiali” – opowiada o nowym etapie swojej działalności.

Następnie wysłała list do jednego ze swoich wykładowców, Tarasa Pietriwa, który odpowiedział na jej prośbę pozytywnie. „W taki oto sposób dostałam swój pierwszy tysiąc na stworzenie strony internetowej o dziecięcych wycieczkach, dzięki czemu zrozumiałam, że ten projekt jest potrzebny nie tylko mnie samej, ale też ważny dla osób z mojego otoczenia, dla tych, którzy myślą strategicznie w skali kraju. Mój wykładowca okazał się właśnie takim człowiekiem. On myśli globalnie i uwierzył we mnie. Chociaż wcześniej miałam z nim ciekawe przygody: odrzucił mnie na rozmowie kwalifikacyjnej przy przydziale na specjalizacje i się do niego nie dostałam, ale i tak chodziłam na te zajęcia cichaczem. A kiedy dał mi pieniądze, zapytałam czemu to zrobił. „Już raz pomyliłem się w stosunku do ciebie. Nie chcę tego powtórzyć”,  - powiedział Taras Iwanowicz.

Dziś Masza Komissarowa jest nie tylko przewodnikiem, ale przede wszystkim założycielką jedynej w swoim rodzaju firmy KidsGuide, zajmującej się wycieczkami edukacyjnymi dla dzieci. Na pytanie czemu tak bardzo lubi z nimi pracować odpowiada: „Zapewne dlatego, że ja przez całe życie doświadczałam miłości i to uczucie teraz przekazuję dalej. Dzięki temu, że dziecko czuje miłość od samego początku, stając się dorosłym po prostu kocha życie. A dzieci są naprawdę fantastyczne!”.

„Jeśli dziecko z domu dziecka skradło twoje serce, ale nie możesz go przyjąć do swojej rodziny – nie okazuj mu swoich uczuć. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tego chłopca, miał 12 lat. Nie miał rodziców. Nie miał nawet związanych z nimi wspomnień. Podczas jednego z naszych spacerów po Kijowie wypowiedział bardzo ważne dla mnie słowa: »Jeśli kiedykolwiek odwiedziłbym te miejsca z rodzicami, to może nie zostawiliby mnie«. W tamtej chwili zrozumiałam: każde dziecko, każdy człowiek powinien doświadczyć uczuć, związanych z miłością rodzicielską…”

Masza Komissarowa przez długi czas pracowała w fundacji dobroczynnej „Zoriana mrija” („Gwiaździste marzenie”). Nie rozwiązywała palących codziennych problemów, nie zbierała środków na operacje, nie przygotowywała dzieciom posiłków. Masza zajmowała się działaniami, których rezultaty będą widoczne najwcześniej za 5-7 lat. Jej specjalizacją było poradnictwo zawodowe i zapewnienie edukacji osieroconym dzieciom. „Kiedy rozmawialiśmy po raz pierwszy wszystkie dzieci mówiły, że chciałyby zostać dyrektorami domów dziecka, wychowawcami i pedagogami społecznymi. Czemu? Ponieważ kompletnie nic nie wiedziały o innych zawodach. Ale kiedy przebywasz z tymi dziećmi, widzisz jak stopniowo zmienia się ich pogląd na świat” – mówi Masza.

„Dziś wiele spośród dzieci, z którymi pracowałam, dostało się na studia w Kijowie. Dla mnie to sukces, gdyż wcześniej mówiły mi, że do dużego miasta nigdy nie pojadą” – wspomina. Masza uważa jednak, że nie odgrywa szczególnej roli w życiu tych dzieci. Mówi, że byłoby to przecenianie jej zasług. „Ale jeśli dzięki mojej wycieczce ktoś nauczył się jeździć na rolkach i więcej nie będzie upadać rozbijając sobie kolana, to dla mnie już jest sukces. Przynajmniej będzie mniej rozbitych nosów” – opowiada.

Ale kiedy pytam Maszę o jej codzienną pracę, przywołuje jednak historie, które udowadniają coś odwrotnego – może się pochwalić tym, że odmieniła życie dziecka. „Rok temu przyszła do mnie rodzina, w której mama samotnie wychowuje ośmioletniego chłopca. Postanowiła zrobić synowi prezent na urodziny i przyprowadziła go na wycieczkę muzyczną. I ten chłopak, wiodący prym na swoim podwórku, połknął bakcyla. A za jakiś czas przyszli znowu, na wycieczkę do opery. Wtedy on powiedział, że na spektakl nie pójdzie, bo to nie jest rozrywka dla chłopaków. Okazało się potem, że podwórkowy rozrabiaka w tajemnicy przed mamą zapisał się do szkoły muzycznej do klasy gitary. Mama teraz już o tym wie, a on sam często wyciąga ją na koncerty do opery. I to nie jest moja zasługa, tylko zasługa rodzica. Moim zadaniem jest przekonać kierownictwo teatru, że takie wycieczki są ważne i trzeba je organizować. Ale mama jest wdzięczna. Mówi, że dziękuje za to, że syn przestał słuchać wyłącznie rapu. Pewnie miała już tego dość.  

Kiedy fundacja, w której Masza rozpoczynała pracę z dziećmi, zaczęła zajmować się problemami osób niepełnosprawnych ze schorzeniami układu ruchowego, ona nie była przygotowana na takiego rodzaju wyzwania. Wiedziała, że nie podoła. I odeszła. „Nie miałam nawet pieniędzy, żeby zapłacić za mieszkanie i zrozumiałam, że jestem blisko dna, że niemal go dosięgam. Zaczęłam pisać listy do organizacji dobroczynnych, które deklarowały wsparcie inicjatyw społecznych podobnych do mojej. Czyli działałam według klasycznego schematu. I nic z tego nie wyszło –  wszyscy odmawiali” – opowiada o nowym etapie swojej działalności.
Następnie wysłała list do jednego ze swoich wykładowców, Tarasa Pietriwa, który odpowiedział na jej prośbę pozytywnie. „W taki oto sposób dostałam swój pierwszy tysiąc na stworzenie strony internetowej o dziecięcych wycieczkach, dzięki czemu zrozumiałam, że ten projekt jest potrzebny nie tylko mnie samej, ale też ważny dla osób z mojego otoczenia, dla tych, którzy myślą strategicznie w skali kraju. Mój wykładowca okazał się właśnie takim człowiekiem. On myśli globalnie i uwierzył we mnie. Chociaż wcześniej miałam z nim ciekawe przygody: odrzucił mnie na rozmowie kwalifikacyjnej przy przydziale na specjalizacje i się do niego nie dostałam, ale i tak chodziłam na te zajęcia cichaczem. A kiedy dał mi pieniądze, zapytałam czemu to zrobił. „Już raz pomyliłem się w stosunku do ciebie. Nie chcę tego powtórzyć”,  - powiedział Taras Iwanowicz.

Dziś Masza Komissarowa jest nie tylko przewodnikiem, ale przede wszystkim założycielką jedynej w swoim rodzaju firmy KidsGuide, zajmującej się wycieczkami edukacyjnymi dla dzieci. Na pytanie czemu tak bardzo lubi z nimi pracować odpowiada: „Zapewne dlatego, że ja przez całe życie doświadczałam miłości i to uczucie teraz przekazuję dalej. Dzięki temu, że dziecko czuje miłość od samego początku, stając się dorosłym po prostu kocha życie. A dzieci są naprawdę fantastyczne!”.


Oksana Butuk i Anna Rivo

Przełożyła Anna Kupińska

Tekst powstał podczas warsztatów dla dziennikarzy „Storytelling czyli jak ciekawie opowiadać historie” w Kijowie w dn. 20-22 lipca 2015 roku.

Warsztaty odbyły się w ramach projektu „Wschód i Zachód razem – przestrzeń dialogu” współfinansowanego w ramach Polsko-Kanadyjskiego Programu Wsparcia Demokracji, który jest programem Fundacji Solidarności Międzynarodowej finansowanym przez rząd Kanady i Polski (w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej MSZ RP).




Poprawiony: poniedziałek, 11 stycznia 2016 14:32
 
Reklama
Reklama